Wyjeżdżając na te praktyki w Wietnamie przydzielono mi buddy’ego,
który miał mi pomagać na początku w podstawowych sprawach – telefon, mapa, pierwszy
kontakt z szefem, trasa do pracy. Na początku było ok, nie jakoś świetnie, ale w
porządku. A potem poprosił o przysługę – pomogłam. Potem następną – odrobinę pomogłam,
ale powiedziałam, że uważam, że to jest wykorzystywanie i projekt ma być jego
pomysłem a nie moim – tylko się głupio uśmiechnął i więcej nie poprosił o
pomoc. Wiem, że wykorzystał mój pomysł, ale z pomocą innego obcokrajowca – ok,
mnie to rybka.
Na ok. 1 miesiąc o mnie zapomniał, a gdy ja potrzebowałam
pomocy to on nie miał czasu – skręcona kostka – on nie może pojechać ze mną do
szpitala, bo pada deszcz i musi wracać do domu. (Jak poprosiłam o pomoc jego
szefową, to znalazł czas, żeby mi pomóc w załatwieniu kul.)
Dziś znów się odezwał – pytał o plany na długi weekend, bo
on koniecznie chce żebym ja namówiła innych praktykantów żeby wszyscy poszli z
nim (innych Wietnamczyków nie bierzemy) do aquaparku. Zobaczymy, co z tego
wyjdzie, ale nie mam zbyt wielkiej ochoty szaleć w basenie akurat z nim.
Generalnie mocno mnie od siebie odepchną (ok. 2 tyg. po moim
przyjeździe), gdy po tym jak dostał ode mnie na powitanie kubek i koszulką a
zobaczył, że mam na ręku gumową opaskę z napisem „I love Polska”. Powiedział „it’s
for me, right?” „What? Why?” „You
should give me this because I’m your buddy and I want to have something like
this” [“To dla mnie, prawda?” “Co? Dlaczego?” “Powinnaś mi to dać, bo
jestem Twoim opiekunem i chcę takie coś mieć.”] Karpik i odpowiedź: “Sorry, not really. It’s only mine.” [„Przepraszam, ale raczej, nie. To jest
tylko i wyłącznie moje”]
Taka sama akcja była jak zobaczył, że mam czekoladę z
Polski.
Gdy widzę, że do mnie pisze na skypie czy facebooku, lub
dzwoni to po prostu nie mam ochoty odbierać…
Żeby nie było, nie tylko ja mam o nim takie zdanie – inni praktykanci
podzielają moje zdanie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz