Dzisiaj króciutki wypad na pobliski targ. Chciałam kupić sobie sandały, bo moje polskie nagle odmówiły dalszej współpracy. Sprzedawczynie bardzo miłe, podsunęły mi stołeczek, podawały kolejne buty, nawet same mi je wkładały na stopy! 1 para była bardzo wygodna, mięciutka, czerwona z jakimiś kamieniami firmy Nine Wests za 270k. Zmierzyłam 39, było takie na styk zapytałam o 40 "nie ma takich dużych" i mimo szczerych chęci wróciłam do domu w wysłużonych balerinkach...
Przy okazji zatoczyłam krąg wokół targowego budynku i zrobiłam 2 zdjęcia. Rybki i krewetki oraz różniste muszelki (niektóre jeszcze się ruszały! - to dopiero świeżość).
czwartek, 29 marca 2012
poniedziałek, 26 marca 2012
Thu Hai, 26 Thang Ba 2012
Wczoraj braliśmy udział promocji programu, dzięki któremu przyjechaliśmy
na praktyki. Między pierwszą i druga sesją mieliśmy ok. 1h przerwy, więc poprosiłam
Vickie żeby poszła z nami do pobliskiej świątyni. Ta pagoda była stosunkowo
mała.
A oto kilka zdjęć:
Główny ołtarz przystrojony dużą ilością kwiatów oraz
otoczony niezliczonymi owocami – i to nie są tylko owoce typowe dla Wietnamu – właściwie
większość to zagraniczne jabłka oraz pomarańcze – ok. 60k-90k/kg, czyli ok. $3-
$4,5.
Po krótkiej modlitwie Vickie mogła uderzyć w dzwon – żeby jej
prośba została usłyszana (przynajmniej tak zrozumiałam z jej tłumaczenia).
Po bokach centralnego ołtarza znajdują się 3-4 mniejsze m.in.
ołtarzyki, na którym są zdjęcia osób, za które się aktualnie modlą kapłani oraz
taki ołtarz z figurami z dość groźnymi minami – przed nimi stoją zapalone świeczki
z karteczkami – Vickie powiedziała, że rodziny zapalają je z prośbą o
powodzenie finansowe.
A centralnie na wejściu jest taka biała figura.
Z innej beczki – w kilku miejscach widziałam reklamę
kosmetyków firmy „Biore”. Nazwa taka polska! ;) Yoko (Japonka) powiedziała mi,
że to nie jest wietnamski produkt tylko japoński!
Poza tym ciekawa reklama salonu ze skuterami – nie widać dokładnie,
ale na witrynie jest skuter w kolorze cappuccino obok pasujący płaszcz oraz
torebka i buty. Niezłe! Jak będę bogata to tez będę środki lokomocji dobierać
do koloru ubrań – a co!
piątek, 23 marca 2012
Thu Sau, 23 Thang Ba 2012
Spycham nerwy w dół – nie ma, co się dłużej denerwować :) Dodam tylko, że gdy zapytałam, czy możliwa jest wolna sobota w zamian za 2 klasy w inny dzień usłyszałam: "nie, bo nauczyciel to nie jest zwykła praca czy zawód, to jest służba! Studenci mają czas w sobotę rano i wieczorem i wtedy im służysz."
Teraz porcja zdjęć z kilku dni.
Te małe punkciki to latawce – zawsze, gdy przyjeżdżamy uczyć
w innym dystrykcie (na obrzeżach miasta) jest ich przynajmniej 20 :)
To coś dla mojego Tatusia! Przepiękny Citroen, nieprawdaż?
Od jakichś 3 dni stoi sobie na terenie kampusu.
A tutaj piłka nożna – wg. informacji od jednego z
nauczycieli uniwersytet ma kilka drużyn i one grają między sobą – trudno mi w
to uwierzyć, ale może i tak jest.
A tutaj amatorzy – grają na betonie, BEZ butów! ( w
siatkówkę i kosza tak samo)
A na koniec smażone lody! Wrzucają taki trójkąt ciasta na
2-3 sekundy w gorący olej a w środku jest gałka lodów (w tym wypadku o smaku
duriana). Lody nie są rozpuszczone! Przyjemność za 12.000 vnd, czyli ok. 1,70zł
PS. Posty piszę w Wordzie i sprawdzam używając „pisownia i
gramatyka”. Okazuje się, że program jest bardziej poprawny niż trzeba „lody – wskazany
wyraz jest uznawany za wulgarny”…
czwartek, 22 marca 2012
Thu Nam, 22 Thang Ba 2012
Aaaaaaaaa! Wkurzyłam się dzisiaj i zawiodłam jednocześnie…
Dostałam wyniki ewaluacji. Moi kochani studenci dali mi różne oceny, niektórzy
10/10 a niektórzy 6/10 z dopiskiem, że mówię za szybko i nie rozumieją, o co
ich proszę. No i tu mnie szlag trafił, bo na każdych zajęciach pytanie „do you
understand?” albo „did you understand?” pada średnio 30 razy (na 135minut. Pytam
całą grupę a potem pojedyncze „niewyraźne” twarze a oni zawsze odpowiadają, że
tak… Jak widzę, że nie rozumieją lub ktoś się zbierze w sobie i powie „nie” to
tłumacze nawet 3 razy a i tak mi coś takiego wystawili… Dyrektor mówi żebym się
nie przejmowała i mówiła wolniej – wg. niego po prostu jeszcze nie rozumiałam
wietnamskiej kultury/ natury w pierwszym miesiącu pracy. Od teraz 2 razy wolniejsze tempo mówienia i
duuuużo gier!.
Thu Nam, 22 Thang Ba 2012
Wczoraj rano skończyłam czytać dwakoty. W jednym z postów
pisała ona o podejściu Japończyków do tatuaży. Momentalnie przypomniała mi się
jedna z lekcji, które miałam z moimi studentami. W dziale dotyczącym wyrażania
opinii pojawiły się m.in. takie tematy: reklamy telewizyjne, karty kredytowe,
mundurki szkolne oraz tatuaże. Właśnie wtedy dowiedziałam się, że w Wietnamie
posiadanie tatuaży (nawet niewidocznych) jest „beee”. Powiedzieli mi, że jest
to szpecenie ciała oraz, że skoro się z takim czymś nie urodzili to nie jest to
potrzebne. Zapytałam, dlaczego w takim razie kolczyki są ok. skoro z nimi też się
nie urodzili – kolczyki można zdjąć a tatuażu nie (swoja drogą niewiele dziewczyn
widziałam tu z kolczykami w uszach). Nie dyskutowałam za bardzo, bo co kraj to
obyczaj zapytałam jedynie, co z tatuażami, które są ukryte od ubraniem np. na
pośladku – też są złe. Znalazła się tylko 1 dziewczyna, która powiedziała, że
chciałaby mieć tatuaż, ale reszta na nią bardzo krzywo spojrzała. Rzeczywiście
nie widziałam jeszcze ani jednego tubylca z tatuażem!
środa, 21 marca 2012
Thu Tu, 21 Thang Ba 2012
Z danych uzyskanych od wietnamskich znajomych oraz studentów
wynika, że pora deszczowa zaczyna się w połowie kwietnia. Coś mi się wydaje, że
obecnie jest jakieś preludium. 2 dni temu burza, dzisiaj też burza. Osobiście
wolałabym, żeby pora deszczowa była jak najpóźniej. (potężny grzmot!)
Planowałam ok. 14:00 przejść się na lokalny targ (kolejny grzmot – normalnie w sam
raz dla Frotki :D), ale chyba dziś odpuszczę, bo stragany pod gołym niebem,
więc babeczki pewnie znikną. Obok znajduje się też targ w budynku, ale
produkty są tak droższe niż na zewnątrz. Nie mniej jednak jest to ciekawe i
bardzo kolorowe miejsce.
wtorek, 20 marca 2012
Thu Ba, 20 Thang Ba 2012
Wczoraj pewien znajomy zabił mnie pytaniem (w mailu). „Na Twoim
blogu widziałem, że jecie w domu na podłodze. Czy oni tam nie maja stołów?”
Przejrzałam zdjęcia i rzeczywiście w domu widać jedzenie na podłodze a na
zewnątrz przy plastikowych stołach. Otóż mają stoły! Nie wszyscy, gdyż
niektórzy (zwłaszcza studenci) mieszkają w pokojach 2x 3 (może 4) metry i stół
się zwyczajnie nie mieści. Poza tym czasem jemy na podłodze, gdy jest nas
bardzo dużo, np. w niedzielę Hien zrobiła imprezę – było 16 osób. Stoły są
małe, trzeba mieć dużo krzeseł, więc krąg na podłodze jest najprostszy. W ogóle
łóżko w pokoju to już jest spory luksus. Z tego, co widziałam w innych pokojach
w domu, w którym mieszkam studenci śpią na cieniutkiej macie na podłodze (nie nazwałabym
tego nawet karimatą). Moja Xuyen ma tak samo. Z relacji studentów jest to dość
popularne aczkolwiek twierdzą, że w rodzinnych domach śpią na materacach lub
łóżkach. Od razu zaznaczam – w niektórych domach w HCMC widziałam łóżka, mój WM
też ma łóżko (podobnie jak ja), ale spanie na prawie gołej podłodze nie jest rzadkością.
A propos niedzieli. Poznałam nowych praktykantów. Vany z
Meksyku, Florian z Francji, Nikolas z Niemiec, Logan z Australii, Yoko z
Japonii (pracujemy w różnych miejscach a spotykamy się na imprezach). Od razu
złapałam bardzo dobry kontakt z Vany – świetna roześmiana dziewczyna oraz z Flo
– bardzo fajny chłopak (był w Polsce i lubi Kraków!). Poczyniliśmy pierwsze
plany – w piątek impreza pt. European (Polish) Style. Każdy z nas ma ochotę na
prawdziwe drinki a nie 3 krople 29% wódki zmieszane z całym kubkiem 7upa.
Parę zdjęć, żeby tradycji stało się zadość.
Yoko, Nikolas, Vany, ja, Tran i Viki (chyba - nie pamiętam jeszcze wszystkich imion, bo ciągle poznaję kogoś nowego z AIESECu)
Tutaj można zgadywać, kto jest Wietnamczykiem a kto
Japończykiem (można zauważyć spore różnice).
Moja klasa, o której mowa w poprzednim poście (gość w
koszulce w paski to ten, który chciał uścisnąć moją dłoń)
Oraz Vodka Hanoi! Jako czysty shot smakuje jak najtańsza
polska wódka (Czerwona kartka lub Absolwent), więc pijemy zmieszaną w Coca
Colą. Swoją drogą, gdy poprosiliśmy o kieliszki w barze to przynieśli nam szklanki
wielkości tych od nutelli i powiedzieli, że mniejszych nie mają.
piątek, 16 marca 2012
Thu Sau, 16 Thang Ba 2012
Dzisiaj miałam ostatnie zajęcia z pewną grupą. Jeden z
uczniów po zajęciach podszedł i zapytał: „Czy mogę uścisnąć Twoją dłoń?” To
było pytanie, którego najmniej się spodziewałam… Bardzo miłe, ale wpadlibyście
na to żeby komuś zadać takie pytanie? :)
Potem telefon od Mateusza i 2,5h w barze przy coca coli i %
z nim i Dawidem. Polski wieczór?
Brama do mojego domu była zamknięta o 23.30… Telefon do
pewnego studenta z AIESEC, on do WM i weszłam do siebie. 3 razy przeprosiłam… Głupio
mi było. Następnym razem albo nocuję u Mateusza albo zostawię info po
wietnamsku, że wrócę o 23.30… W Polsce o 23.30
dopiero wychodzę do klubu…
czwartek, 15 marca 2012
Thu Nam, 15 Thang Ba 2012
Nie pamiętam czy wrzucałam te zdjęcia, ale chyba raczej nie.
Oto różne nominały banknotów w Wietnamie – łączy je jak widać twarz ukochanego
przywódcy – Wujka Ho. Z tyłu zaś znajdują się różne budynki lub sceny z życia narodu.
Dodam jeszcze, że nominały od 10.000 w górę są "plastikowe," tzn. jak je zamoczysz to nic się nie dzieje - nie nasiąkają wodą (tak samo jak w Rumunii). Poza tym, oprócz banknotów 5.000, 2.000, 1.000 i 500 są jeszcze monety z tym samym nominałem plus 200 (100 nie widziałam). W supermarkecie, gdy nie mają jak Ci wydać 500 to dają Ci 2-3 cukierki.
środa, 14 marca 2012
Thu Tu, 14 Thang Ba 2012
Każda grupa ucząca się angielskiego w Centrum Języków Obcych
na Uniwersytecie Technologicznym ma 2 lub 3 nauczycieli. W każdym podręczniku
jest rozpiska z tematami. Każdy nauczyciel dostaje informacje, które tematy są
(tyko i wyłącznie) jego. W poniedziałek przyjechałam na zajęcia wiedząc, że mój
jest podpunkt 6. Zabieram się za sprawdzanie odpowiedniej pracy domowej a moi uczniowie
mówią, że tego nie maja tylko wcześniejsze. Pytam jak to możliwe? Okazało się,
że na zajęcia z innym nauczycielem przyszedł tylko 1 uczeń z 9, bo jego lekcje
są„nudne a nauczyciel poważny ponurak.” Zrobiło mi się miło, bo jak do tej
pory na moje zajęcia (3 lekcje) przychodzą w komplecie! Z tą grupa można sobie
pożartować, pograć w różne gry i porozmawiać na różne tematy. Zawsze jest sporo
radości, gdy próbuję coś powiedzieć po wietnamsku i wymawiam nie tak jak trzeba
(oni mówią tutaj na 4-5 tonach).
Lubię zajęcia z takimi uczniami! :)
A gratisowo zagadka. Co to za roślina?
poniedziałek, 12 marca 2012
Thu Hai, 12 Thang Ba 2012
W niedzielę pojechałam z Xuyen (wcześniej nazywana na blogu
Jenny), Tran i Mateuszem skuterami na wycieczkę do tuneli Cu Chi. Tam w czasie
wojny chowali się Wietnamczycy przed złymi Amerykanami. 250km podziemnych
korytarzy oraz pomieszczeń mieszkalnych, kuchennych, służbowych, szpitalnych a
nawet rozrywkowych z wentylacją na głębokości 3, 6 i 9 metrów. Z dostępem do
rzeki Sajgon – mogli sobie popływać. Mieszkali tam przez 10 lat. Niesamowite!
Na terenie tuneli znajduje się też świątynia na cześć Ho Chi
Minh – bardzo go kochają i zawdzięczają mu wolność i przepędzenie Amerykanów.
Będzie duuuużo zdjęć :)
3 ściany od góry do dołu w imionach poległych z rąk Amerykanów
Dzwon, w który uderzyć może tylko 1 pracownik – uderza w
niego wtedy, gdy ktoś składa podziękowania/ modlitwy do Ho Chi Minh
Ho Chi Minh
Ściany dookoła świątyni pokryte glazurą ze scenami z życia Wietnamczyków
Uprawa roli
Wojna północ – południe Wietnamu
Opresja ze strony Francuzów
Wyzwolenie spod ucisku Amerykanów – ludzie trzymają
transparenty z tekstem: „Amerykanie, opuście Wietnam” po wietnamsku i w nieco
ostrzejszych słowach…
Figura obrazująca przejście duszy do nieba (chyba, bo Xuyen
nie była pewna)
Bomby używane przez Amerykanów
Partyzanci
Makieta przykładowych tuneli
W tunelu powiększonym na potrzeby turystów
Pułapki ukrywane w lesie – śmierć bolesna i powolna…
Po powrocie do Sajgonu pojechaliśmy do mieszkania dziewczyn.
A tam między bardzo ciasno zbudowanymi domami kilka grobów. A na grobach
codzienne życie…
Razem zrobiliśmy zakupy a potem kolację
A to jak do tej pory najsmaczniejszy owoc, jaki jadłam w
Wietnamie. Pycha!
A o 21 czas wracać do domu
piątek, 9 marca 2012
Thu Sau, 9 Thang Ba 2012
Nigdy nie jest tak żeby nie mogło być gorzej (tudzież
śmieszniej). Kilka dni temu wydawało mi się, że widzę jaszczurkę w łazience jak
ucieka przez okienko. Pomyślałam, że mi się tylko wydawało. Wczoraj to samo,
czyli to chyba jednak nie zwidy… Mam okresową lokatorkę jaszczurkę w jakimś
zakamarku oraz kota, który mnie kocha! Cały czas przychodzi do mnie do pokoju,
ociera się, miauczy, idzie tuż przy nodze. Wydaje mi się, że jest bardziej
oddany i przyjazny niż Gitek (wiem Gabi, narażam Ci się teraz maksymalnie!).
Poniżej M. kolejny (15sty już na UT) Polak. Bardzo
sympatyczny. Przed zajęciami zasiedliśmy do takich bułek na ulicy. Do tego piwo
z lodem (!) Bułka jest jakby ugotowana/ upieczona na parze (jak te czeskie
bułki) a w środku ma zmielone mięso, zioła, jakieś grzyby oraz jajko. Całkiem
niezłe, chociaż zupełnie nie pikantne :)
A tu krakersy ryżowe. Dostałam je od WM. Na początku mi nie
smakowały, teraz się nimi zajadam :p
Żeby nie było zbyt kolorowo i idealnie w tym Wietnamie to się
przeziębiłam… Katar kapie z nosa, połowa gardła boli i łzawi mi 1 oko. To wszystko przez klimatyzację w samochodzie.
Prosiłam o zmniejszenie mocy, ale przeszło bez echa. Następna jazda z chustą na
szyi.
środa, 7 marca 2012
Thu Tu, 7 Thang Ba 2012
Naprzeciwko domu, w którym mieszkam znajduje się zakład fryzjerski,
w którym można tez kupić chipsy, coś do picia, gumę do żucia itp.. Nie jest to
wcale nic dziwnego, w wielu zakładach fryzjerskich można zrobić dodatkowe
zakupy.
A to niezwykłej urody pojazd, który znajduje się na terenie głównego
kampusu.
wtorek, 6 marca 2012
Thu Ba, 6 Thang Ba 2012
Wczoraj do HCMC przyleciał Mateusz. Sympatyczny gość. Będzie
mieszkał jakieś 15 minut ode mnie na piechotę, więc już wiadomo, że będziemy się
trzymać razem. Zaczynamy też zacieśniać kontakty z AIESECerami. Dzisiaj piwo we
dwójkę a jutro mamy nadzieję w większym gronie. Również w tym większym gronie dowiemy
się m.in., co konkretnie mamy przygotować na prezentację. Oczywiście zarówno ja
jak i Mateusz przed przyjazdem pytaliśmy, czy powinniśmy wziąć ze sobą polska flagę,
jakieś gadżety itp. Odpowiedź brzmiała: „nie”. Jeden dzień po przylocie
Mateusza okazuje się, że mamy zrobić razem prezentację o naszym kraju, pokazać
jakieś gadżety, taniec, może kuchnię… Nie ma to jak dogadać się z ludźmi… Chyba
wypadnie nam zatańczyć poloneza albo krakowiaka? Usmażymy placki ziemniaczane,
podamy ptasie mleczko... Zobaczymy, co wyjdzie, ale bez wątpienia ogarniemy to!
:)
Mam też smutną wiadomość… Straciłam swój ulubiony długopis…
Taki fajny, ciężki w srebrnym kolorze z czarną gumką w miejscu trzymania palców…
:(
W drodze na zajęcia w innej dzielnicy podróżujący ze mną
nauczyciel zapytał czy mam długopis – oczywiście pożyczyłam… A potem patrzyłam
jak poza pisaniem bierze go do ust, drapie się nim w głowę, wydłubuje czarny
brud spod paznokci, drapie się w spód stopy itp… Gdy dojechaliśmy na miejsce
chciał mi oddać moją własność, ale powiedziałam żeby go sobie zatrzymał. Na
100% nie zrozumiał aluzji, ale ja bym już nie mogła go używać… A taki był fajny
(długopis, rzecz jasna).
A to parę zdjęć w trasy HCM UT Quan 10, HCM UT Quan Thu Duc.
Obok całkiem nieźle wyglądających budynków prawie ruina (tam
mieszkają ludzie),
Zdarzają się nowoczesne budynki zupełnie niepasujące do
otoczenia.
Skomplikowana instalacja elektryczna zdarza się nie tylko w mojej dzielnicy (chociaż u mnie jest więcej przewodów na jednym słupie).
A poza gęsto zaludnionymi granicami miasta taka wielka złota
figura bóstwa – nie wiem jak się nazywa.
P.S. Przepraszam, za jakość zdjęć, robione niestety z samochodu.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

















































