wtorek, 29 maja 2012
Thu ba, 29 Thang Nam
Zauważyłam, że od tygodnia nic się tutaj nie pojawiło - po prostu nie mam czasu. Praca od 7.30 do 15 lub 17 (z przerwami 30 minutowymi plus 1 - 2,5h na lunch). Po zajęciach jogging lub badminton, kolacja i przygotowanie następnych zajęć. Może jutro lub pojutrze uda mi się coś w końcu tu wrzucić bo to już prawie 2 tygodnie w Thanh Hoa a ja byłam na wycieczce... :)
wtorek, 22 maja 2012
Thu Ba, 22 May 2012
Dzisiaj miałam zajęcia z nową grupą. Poziom języka
podstawowy to w niektórych przypadkach duuużo powiedziane.
Na początku się przedstawiłam, podałam kraj, miasto, podstawowe
dane demograficzne oraz kilka szczegółów nt. mojego wykształcenia. Potem
pytania od studentów (2 kobiety i 19 mężczyzn).
Jak duża jest Twoja rodzina?
Ile jesteś w Wietnamie?
Czy lubisz wietnamską kuchnię? – standardy.
Po kilku minutach odezwał się stosunkowo najmłodszy z nich:
S1: Jaki jest Twój numer telefonu?
Ja: (Podałam)
S1: Gdzie w Thanh Hoa mieszkasz?
Ja: Na terenie kampusu.
S1: A w którym akademiku?
Ja: N2
S1: A jaki numer pokoju, to Cię odwiedzę.
Ja: Nie podam! Ale mogę powiedzieć, że mieszkam obok pana
Hunga.
Tutaj odezwał się jego kolega:
S2: A co myślisz o wietnamskich mężczyznach?
Ja: (chwila wahania) Są dla mnie zbyt niscy.
S2: Ale ja Ci mogę znaleźć wysokiego! Chcesz mieć męża z
Wietnamu?
Ja: Nie, dziękuję!
S2: Ale naprawdę znajdę Ci wysokiego mężczyznę!
Wbrew pozorom rozmowa była prowadzona wyłącznie z
mężczyznami. Ponadto chyba do ich grupy jeszcze nie dotarła plotka, że mam
chłopaka. Podczas meczu 2 z nich zapytało o chłopaka a ja powiedziałam, że nie
mam chłopaka, ale były chłopak był piłkarzem – widać nie zrozumieli. Dla
bezpieczeństwa postanowiłam nie dementować.
poniedziałek, 21 maja 2012
Thu Hai, 21 Thang Nam 2012
Jeden z kursantów zapytał czy mam ochotę pobiegać. Zgarnęliśmy drugiego nauczyciela i ruszyliśmy na zmianę chodząc i biegając po kampusie. W pewnym momencie zauważyliśmy jakichś chłopaków na skuterze zmierzających w naszym kierunku. Jednak zamiast skręcić w prawo chłopaki się zapatrzyli i z podskokiem wjechali na trawnik krzycząc w naszą stronę "hello!"
Komentarz Hunga: "Maria, jesteś dość zaskakującym zjawiskiem na tym terenie."
Bonus z HCMC - tort od uczniów z grupy Speak up 2
Komentarz Hunga: "Maria, jesteś dość zaskakującym zjawiskiem na tym terenie."
Bonus z HCMC - tort od uczniów z grupy Speak up 2
niedziela, 20 maja 2012
Chu Nhat, 20 Thang Nam 2012
Panowie zabrali mnie na mecz. Domyślałam się, że nie
będziemy siedzieli na zwykłej trybunie – w końcu nie są to zwykli mieszkańcy
tego miasta, ale to gdzie siedzieliśmy przerosło moje domysły. Trybuna VIP
wygląda inaczej niż ta, na której zazwyczaj siedzę swoim mieście. Tutaj są to
wygodne krzesełka a najlepsze jest to, że siedzą na niej sami radni/ rządcy/
włodarze + ja oraz kilka zawodników, którzy nie grali.
2 rzędy przede mną siedzieli najważniejsi – stół przykryty
obrusem oraz woda w szklankach, (co kilkanaście minut uzupełnianych przez
sympatyczne panie). Przed bramką prowadzącą na tą trybunę policja (raczej
żołnierz, ale nie mogłam się dogadać w tej sprawie z moim kursantem).
W „naszej drużynie” kilku zagranicznych piłkarzy, z czego
jeden, jak donosi wikipedia, skazany na 2 lata za przestępstwa seksualne w
Norwegii. Niby superliga a jednak mecz dość wolny – czasem tylko się
przebudzali i były bardzo szybkie i ciekawe akcje. Wygraliśmy 2: 1 - jeden gol zdobył
niezwykle szybki i zwinny zawodnik z nrem 80 - Sunday C. Emanuel (Nigeria) a drugi Wietnamski zawodnik z nrem 19 po dośrodkowaniu 80tki. Tutaj można sobie poczytać ;) o dzisiejszym meczu.
Chu Nhat, 20 Thang Nam 2012
Podczas pewnego szkolenia Ho Chi Minh prowadzący powiedział,
że lepiej niczego nie oczekiwać, bo wtedy nic nas nie zawiedzie. Pomagając
innym nie oczekiwać niczego w zamian, dając prezent nie oczekiwać podziękowań
czy zachwytu, jadąc w nowe miejsce nie wyrabiać sobie wcześniejszych opinii. Po niespełna 4 dniach w Thanh Hoa myślę, że chyba miał rację – a przynajmniej w jakimś
stopniu. W dalszym ciągu oczekuję i będę oczekiwała „dziękuję” za prezent czy
przysługę, ale raczej przestanę wyrabiać sobie opinię nt. miejsc/ ludzi itp.
Przyjeżdżając do tego miejsca byłam pewna, że mieszkanie
zapewnione przez pracodawcę to normalny pokój z lodówką, szafą, łóżkiem,
biurkiem i łazienką – żadne luksusy – po prostu zwykły pokój. Nie byłam
przygotowana na brak wody, ale jak widać można się do tego przyzwyczaić. To, że
wyłączają wodę przestało na mnie robić wrażenie po 2 dniach, gdy nazbierałam
sobie wystarczająco w miskę (mam dostać jeszcze dodatkowy pojemnik) oraz
otrzymałam zaproszenie jednej ze studentek do korzystania z jej łazienki. Na
uniwersytecie są równi i równiejsi – oczywiście oficjele, których uczę są tymi
równiejszymi i ich akademik ma zawsze wodę. Mój akademik ma wodę zazwyczaj rano
i przez jakiś czas wieczorem – prysznic biorę, gdy tylko zauważę wodę w kranie
;)
Dzisiaj zadzwonił jeden ze studentów z pytaniem o moje plany,
po czym zaprosił mnie na lunch. Jak się okazało zaprosił też nauczyciela, który
mieszka obok mnie (Wietnamczyk z Ho Chi Minh). Na miejscu była jego rodzina a
świętowaliśmy 4. urodziny jego syna. Miło, sympatycznie, smacznie i z
odwiezieniem do domu. Pan Hung (w/w nauczyciel) powiedział mi, że to się bardzo
często zdarza, że zapraszają nauczycieli na lunch czy kolację. Opłaca się
obracać wśród oficjeli (każdy to po cichu powtarza).
Gadżety google mówią, że jest 31ºC, strona wunderground.com podaje 34ºC, Wietnamczycy mówią, że jest więcej, i że to bardzo gorąco – nie czuję.
A za 2 h panowie studenci zabierają mnie na mecz piłki
nożnej tutejszej drużyny (superliga).
piątek, 18 maja 2012
Thu Sau, 18 Thang Nam 2012
Wczoraj sobie poobserwowałam 1 zajęcia w po południu pojechałam z jednym nauczycielem do supermarketu. Kupiłam gumowe rękawice i wyszorowałam pokój na łazienkę niestety nie starczyło już wody… O 19 woda znikła i do tej pory jej nie ma… Szlag mnie jasny trafił. Ręce i twarz umyłam wodą do picia a resztę ciała wytarłam mokrymi chusteczkami. Płakać mi się chce ze złości.
A jeśli chodzi o studentów to jest ok. Niektóry pokazują mi, że jestem od nich młodsza a niektórzy traktują mnie jak zwykła nauczycielkę. Może nie będzie to walka o przetrwanie…
Boże! Potrzebuję prysznica!!!!!!!!!!
-----------------------------------------------------------
UPDATE:
Gdy o 13 okazało się, że dalej nie ma wody to się wkurzyłam. Poszłam do biura i powiedziała, że to nie są warunki do życia. Powiedzieli, że naprawią to po weekendzie a w miedzy czasie mogę spać w pokoju jednej z moich studentek (w 1 budynku kampusu jest woda!), bo ona wyjeżdża na weekend i chętnie da mi klucze.
W między czasie zadzwoniłam jeszcze do szefa, z którym podpisałam kontrakt. Po 3h zajęć zadzwonił do mnie kierownik i powiedział, że szef "zmył mu głowę", i że woda ma wrócić dziś w nocy, przepraszają itp. Jeśli jeszcze raz się to powtórzy to wtedy będę musiała albo zamieszkać z moją studentką albo przenieść się do innego kampusu (oddalony o jakieś 7-10km).
Studenci dalej całkiem spoko. Sekretarka powiedziała mi, że jeśli będę miała jakikolwiek problem w mieście lub trzeba będzie coś oficjalnego załatwić, to student w mojej klasie jest oficjelem właśnie z naszego rejonu.
czwartek, 17 maja 2012
Thu Tu, 17 Thang Nam 2012
Nie chciałabym od razu skreślać tego miejsca lub
czegokolwiek przesądzać, ale już pierwsze wrażenie było złe… Niby na mnie
czekali, ale jak przyszło, co, do czego to czekałam pod bramą 15 minut, pokój,
który dla mnie „przygotowano” był brudny a jakiś mały Wietnamczyk próbował mi wmówić,
że pokój został gruntownie sprzątnięty – bzdura! Pościel niezmieniona, podłoga
nawet niezamieciona (nawet nie próbuję myśleć, kiedy była zmywana na mokro),
lodówka brudna, łazienka koszmar a najlepszy z tego wszystkiego był brak wody. Telefon
do człowieka, z którym podpisałam kontrakt – noc w hotelu. To nie jest miejsce,
które wybrałabym gdybym wiedziała jak to naprawdę wygląda.
Klasy niby z klimatyzacją i komputerami, ale ogólnie wygląda
to na dużą prowizorkę.
Spotkałam też kierowniczkę kursu… Wymsknęło jej się, że po
Jennifer (nauczycielce, która musiała awaryjnie wyjechać) był jeszcze jakiś
Peter, który nie wytrzymał tygodnia. Zobaczymy, w co się wpakowałam…
Piękne urodziny sobie zgotowałam. :/
niedziela, 13 maja 2012
Chu Nhat, 13 Thang Nam 2012
Blog w przyszłym tygodniu zmieni nazwę. W środę wylatuję z
Ho Chi Minh City do Thanh Hoa
Byłam już całkowicie przygotowana na wyjazd do domu. Kalendarz ma skreślony
każdy dzień prowadzący do 17 maja, czyli daty lotu do Polski. Wczoraj zadzwoniłam
do agencji ws. anulowania biletu.
W czwartek zadzwoniła do mnie pewna znajoma studentka, że
jeśli chcę pójść na rozmowę kwalifikacyjna to właśnie pilnie poszukują
nauczyciela w centrum językowym na uniwersytecie w Thanh Hoa – mieszkanie zapewnione
– tylko tyle wiedziała. W piątek pojechałam na spotkanie i już w czasie rozmowy
zaproponowano mi pracę i w zasadzie 1 dzień do namysłu. Kontrakt na 6 miesięcy
z możliwością przedłużenia, pokrywają koszty przelotu oraz całkowity koszt
zamieszkania. Praca 20-22h tygodniowo, 10km do plaży całkiem niezłe zarobki,
uczniowie od poziomu elementary – pre-intermediate, (czyli podstawowy) do
upper-intermediate – advanced (zaawansowany) – celem jest zaliczenie egzaminu
IELTS.
W tym momencie Polska na horyzoncie w okolicach listopada…
czwartek, 10 maja 2012
Thu Nam, 10 Thang Nam 2012
Wczoraj skończyłam kurs z jedną grupą – zaprosili mnie na pożegnalną
kolację w najbliższy poniedziałek.
Dziś skończyłam zajęcia z kolejną grupą – jeden z uczniów
powiedział: „Panno Mario, jesteś najlepszą nauczycielką angielskiego, jaką do
tej pory miałem.”
Tylko 1 zdanie a uśmiech od ucha do ucha, a z dumy urosłam o
kilkanaście centymetrów.
Jedna z uczennic zaproponowała wspólny wypad na targ po
jakieś owoce, które mogłabym zabrać do Polski.
Bardzo miłe zakończenie kilku kursów!
ZAPOMNIAŁAM!
Michał oraz Zmorka – mieliście rację – makaron, a dokładniej
noodle ryżowe z tapioką. :D
poniedziałek, 7 maja 2012
Thu Hai, 7 Thang Nam 2012
Większość ludzi, którzy dowiadują się, że jestem w Wietnamie
reaguje tak samo: „Gdzie???”
Zanim wyjechałam część ludzi reagowała tak: „Wietnam? Przecież
to koniec świata! Trzeci świat! Wietnamczycy przyjeżdżają do pracy do Polski a
Ty jedziesz do nich?”
Ja nastawiałam się na kompletnie inną rzeczywistość niż
Polska i rzeczywiście tak jest. Ludzie żyją tutaj innymi priorytetami, kuchnia
też jest zupełnie inna. Pozorny bałagan ma w sobie sens, który widać dopiero,
gdy zamieszka się tutaj a nie wpada na kilka dni. Poza tym Wietnam to nie
trzeci świat… Drogi mają lepsze niż Polska. 3 dni temu widziałam lekko
pofałdowaną jezdnię w pobliżu mojego domu. Wieczorem została zdarta wierzchnia
warstwa a gdy wracałam ok. 22 stały już maszyny oraz 6 ciężarówek asfaltu. Następnego
dnia naprawiony był ok. kilometr na ¾ szerokości oraz zdarta nawierzchnia na
kolejnym kilometrze. Da się naprawić główną drogę w środku nocy! Ciekawe, kiedy
Polacy do tego dojdą…
czwartek, 3 maja 2012
Thu Nam, 3 Thang Nam 2012
W długi weekend (przypada mniej więcej w tym samym czasie,
co w Polsce) udaliśmy się na wycieczkę deltą Mekongu (2 największa na świecie
delta). Najpierw posłuchaliśmy na żywo wietnamskiej kapeli zgodnie orzekając,
że to zdecydowanie nie nasze (Polska, Niemcy, Indie, Francja) klimaty.
Następnie przepłynęliśmy kawałek łódkami.
Aż do fabryki cukierków robionych z kokosów z różnymi
dodatkami – ręczna manufaktura.
Do tego pyton na ramionach dla chętnych.
Po obiedzie dobiliśmy do hotelu w Can Tho. Jedno z największych
miast. Tutaj wybraliśmy się z chłopakami na wycieczkę po mieście pamiętając o
tym, że 23 zamykają hotel… Trafiliśmy na otwarcie wegetariańskiej knajpy a że
Himanshu nie je mięsa ani ryb to postanowiliśmy mu towarzyszyć – jedzenie pierwsza
klasa!
Połaziliśmy sobie po nabrzeżu pozując przy pomniku wujka Ho.
Później dobiłam targu kupując portfel za 80k vnd. Po chwili
rozmowy dziewczyna poprosiła mnie o maila a ja nieświadomie przestawiłam imię i
nazwisko… (dawno nikomu nie podawałam).
O 23 stawiliśmy się do hotelu i po dogadaniu ze stróżem zyskaliśmy
1,5h – z drinkami przed hotelem. Piliśmy colę z lodem i wódką za 25k (kilka
centów niż 1$). Wódka bardzo nas zaskoczyła, bo mimo 39% okazała się delikatna –
niestety nie udało się jej już kupić.
Następnego dnia pobudka 5.55 i wycieczka na dryfujący targ. Okazało
się to zupełnie inną rzeczą niż się spodziewałam. Myślałam, że to będą małe
łódeczki z owocami, warzywami, rybami, itp. a to, co zobaczyliśmy okazało się
hurtownią owoców i warzyw…
Później udaliśmy się do Chau Doc – miasto na granicy z
Kambodżą. Malutkie to jak nie wiem. I jeszcze większe zdziwienie niż w Can Tho –
hotel zamykają ok. 21.40…
Nie było innej opcji jak wrócić o tej właśnie porze.
Z samego rana udaliśmy się łódkami do miejsca gdzie
mieszkają wietnamsko-kambodżańscy muzułmanie (bardzo rzadko spotykane w
Wietnamie).
A następnie na dryfującą fermę ryb. Sporo ludzi mieszka tam
na pływających domach – ciekawie to wygląda.
Na koniec pojechaliśmy do pagody zbudowanej w skałach –
bardzo ładne miejsce.
Ponieważ nie pamiętam, co dokładnie po czym następowało tutaj dodam jeszcze wizytę w wielkim sadzie owocowym - tutaj ja z dragon fruit.
Oraz fotka z fermy krokodyli. Posiadają ich 15.000 sztuk. Można sobie u nich kupić 1-rocznego krokodyla za 50$, i jak to określiła przewodniczka, trzymać w wannie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
















