niedziela, 15 kwietnia 2012

Chu Nhat, 15 Thang Tu 2012

       Najpierw będzie odrobinę targowo i kulinarnie. Ostatnio na pobliskim targu poszłam w prawo zamiast w lewo i napotkałam m.in. takie oto produkty:

Suszone ryby (węgorz + coś jeszcze, czego nie znam – zaskakujące, nieprawdaż?)
Z tego, co się dowiedziałam, to one nie nadają się do jedzenia od tak. Trzeba je jeszcze upiec np. w piasku na ognisku lub np. usmażyć na patelni z innymi dodatkami.



Ponadto mamy jakieś ptaszyska (na 100% nie są to kurczaki).

Małe mątwy (?)

Oraz pięknie powiązane raki! :)

Zaraz przy targu wpadłam z M. na lekka przekąskę – Banh Khot. Wygląda to jak ptasie gniazdo. W środku jest złoty ryż oraz krewetka.

    Później spotkałam się z Xuyen i na straganiku obok jej domu zobaczyłam coś, co wygląda jak białe pomidory (oczywiście to nie są pomidory – nie wiem, co to – Xuy nie potrafiła mi wyjaśnić).

Garaż przetwarzający soję na mleko oraz serwatkę z soi (nie wiem jak to nazwać) – świeżą i zanurzona w oleju na kilka sekund.

Po zakupach spożywczych zabrałyśmy się z Xuy za gotowanie. Warzywo na zdjęciu ( khổ qua - Przepękla ogórkowata) jest z natury bardzo gorzkie, ale jest na to sposób – można przyrządzić z niego Canh khổ qua nhồi thịt.
Najpierw wybiera się cały środek z ziarnami. Po 3 minutach we wrzącej wodzie, wyjmujemy, studzimy i faszerujemy mięsem mielonym zmieszanym z malutką, fioletową cebulą, czosnkiem, solą i pieprzem.

Następnie z powrotem do wrzącej wody na ok. 15 minut. W między czasie dodajemy do wrzącej wody szczypiorek oraz odrobinę pietruszki.

Jemy z ryżem, sosem rybnym z chilli (jak zawsze) i z czym tam jeszcze chcemy – na zdjęciu m.in. tofu i krewetki.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz