Kilka dni temu wybrałam się w głąb mojego dystryktu. Tym
razem nie w prawo od targu a w lewo. W pewnym momencie zauważyłam sklep z kawą.
Duże szklane gabloty witające klienta już na ulicy (sklep nie ma drzwi – jest otwarty).
Na pierwszy rzut oka kawa a potem dużo herbaty.
Za pierwszym razem nie udało mi się dogadać z ekspedientkami
– nie znam się na kawie i chciałam żeby mi coś poleciły lub chociaż podały
zasady kupna (ile trzeba kupić, czy tylko ziarna czy zmielona itp.)
Za drugim razem w sklepie oprócz ekspedientek był też właściciel
i jego rodzina. Właściciel mówił łamanym angielskim, więc zawołał syna (kolejny
raz mi się zdarzyło, że rodzice wołają dziecko żeby rozmawiało ze mną po
angielsku). Zapytałam chłopca (ok. 10 lat) o zieloną herbatę jaśminową. Nie
zrozumiał (nie dziwię się, nauczyciel, z którym rozmawiałam na uniwersytecie
też nie wiedział, że jaśmin to „jasmine” po angielsku a co dopiero dziecko). Napisałam
na kartce – wtedy zrozumiał jego tata! Nabyłam 0,5kg zielonej herbaty o smaku jaśminowym
(zapas na kilka m-cy! Zapach 100% piękniejszy niż to, co kupuję w Polsce). Teraz
tylko pozostaje rozpracowanie całej reszty nazw herbat i kolejna wizyta –
czuję, że zostawię tam fortunę! Następnym razem spróbuję też zapytać o
możliwość degustacji :)
Co do kawy dla mojej Mamusi (to był pierwotny cel wejścia do
sklepu) – zapytałam właściciela, którą kawę poleci, jako najlepszą. Odparł: „jeśli
pytasz to oczywiście polecę Ci najdroższą! Ale wszystko zależy do tego, co
lubisz.” „Nie lubię kawy! To nie dla mnie.” Przetłumaczył wszystkim po,
wietnamsku co powiedziałam i cała rodzina (ok. 7 osób) zaczęła się śmiać –
wiedziałam, że tak będzie!
W temacie dzieci podsyłanych
żeby ze mną rozmawiać… W miejscu gdzie zawsze kupuję sobie świeże koktajle
owocowe tydzień temu babeczka zrobiła odrobinę za dużo, więc zapakowała mi jak
zwykle na wynos i dała jeszcze resztę do wypicia na miejscu. W międzyczasie
znikł jej mąż i przyszedł z 12-letnią dziewczynką. Ich córka odezwała się do
mnie po angielsku. Co prawda słownictwo na poziomie podstawowym lub początkowym
średnio zaawansowanym, ale za to 0 wietnamskiego akcentu! Piękna wymowa!
Innym razem poszłam do sklepu
z bielizną. Sprzedawczyni/ właścicielka zawołała syna (ok. 18 lat) – ładny angielski,
ale nie to, co dziewczynka od koktajli.
W miejscu gdzie czasem jadam
rodzice podprowadzili do mnie chłopca na oko 5-6 letniego – „Hello! How are
you? What’s your name?” I tyle było rozmowy – zawstydził się biedny.
Rodzice w Wietnamie stawiają
na języki obce (głównie angielski, czasem chiński i japoński – starsze dzieci)
mimo, że prywatne lekcje są raczej drogie jak na wietnamskie realia. Mówi się,
że średnia płaca w Wietnamie to ok. $150 na miesiąc tj. 3 mln VND. Kurs
angielskiego na uniwersytecie gdzie pracuję kosztuje od 2,5 mln w górę.
Wracając do herbaty i kawy!








zakup więcej tej zielonej jasminowej i jak już będziesz w Polszy to przyślesz zmorce ale zapłacę Ci tutejszymi środkami płatniczymi :D
OdpowiedzUsuńuwielbiam zieloną herbatę ! a są inne smaki zielonej ? może jakieś egzotyczne? a najważniejsze będziesz mogła przez granicę przewieść ? pytam bo sa różne zakazy
Z tego co wiem, to mogę sobie przywieźć ją do Polski. Jeszcze sprawdzę czy są jakieś regulacje, co to ilości itp, ale wydaje mi się, że nie ma. Co do jaśminowej to w tym sklepie były 3 rodzaje - ja wzięłam najdroższy, bo pachniał najmocniej :)
UsuńPoproszę znajomego nauczyciela żeby mi przetłumaczył nazwy i wtedy Ci powiem co jest czym. Co ciekawe mają też suszone ledwie rozwijające się pączki chryzantem w dziale z herbatami! :)
btw. spójrz sobie na ceny. na pudełkach widnieją np. 250 , 500, 540 etc. oznacza 250.000vnd, 500.000vnd, 540.000vnd za kilogram (20.000vnd to ok 1$ wg. NBP 10.000vnd to 1,5281 zł).
UsuńNie obiecuję kilogramów, bo nie wiem ile będę miała miejsca w walizce, ale postaram Ci się wziąć to, co będziesz chciała.
jesu już się cieszę ;-) wystarczy mi parę deko na spróbowanie bo wiem że herbata lekka jest ale objętość swoją ma a Ty masz przeca swoich ludków którym chciałabyś coś podarować ;-)
OdpowiedzUsuńGdyby w tym sklepie była tylko ta wstrętniasta kawa, to zapewne omijałabyś go z daleka! :P
OdpowiedzUsuńM.
No co Ty, i tak bym wpadła ze 2 razy po kawę dla Mamusi i Basi, bo one obie piją.
UsuńAch, umknął mi ten fragment.
UsuńM.
super, zazdroszcze. i kawy i herbaty :)))
OdpowiedzUsuńA mówiłam Ci "przyjedź!" :P
Usuńoj ja bym chciala, ale bilety z dallasu sa jakies pokreconie drogie!!
Usuńwez jedz gdzies gdzie jest taniej (i bezposrednio z dallas) to przylete :)