piątek, 27 kwietnia 2012

Thu Sau, 27 Thang Tu 2012


Dzisiaj zdjęcia. Raczej niepowiązane ze sobą.
Zaczynamy z panią od pikantnego papieru ryżowego. Angielskiego nie zna ani troszkę, ale ponieważ ja znam już parę słów po wietnamsku a przede wszystkim znam cyfry to powiedziała mi, że ma 32 lata, jej córka ma 13 lat (wygląda na jakieś 16 – zupełnie bez makijażu) a syn 18. Po chwili przyprowadziła też swoją siostrę, która ma 45 lat (nie wygląda; dałabym jej max 40 lat). Porównały też moją białą skórę ze skórą w/w siostry… Przegrałam! Ona ma bielsze ręce. Nogi mamy takie same. Ja na ulicy kompletnie się nie zakrywam, więc rzeczywiście ręce mi ciemnieją. Wietnamki chodzą tu całkowicie zasłonięte w ciągu dnia (a przynajmniej do ok 16) – upał 37ºC a one w bluzach i kapturach lub kapeluszach.

A to jest właśnie to, co u niej zawsze jemy.

Oraz czasem popijamy (kiedy nie ma 333 lub Sajgon).

To miejsce odkryłam nie dawno. Yougurt Space – 10 minut od mojego domu (tutaj wszystko jest o 10 minut od mojego domu :P). Wg. Wietnamczyków są to mrożone jogurty w rożnych smakach  - wg. mnie i Mateusza są to lody z automatu w różnych smakach. Bierze się kubeczek, samemu wybiera i pobiera ile dusza zapragnie, posypuje, czym chce a potem stawia na wagę i płaci 23.000vnd za 100g.

Kontynuując jedzeniowo. Oprócz pikanych przekąsek czy mrożonych jogurtów można zjeść coś na ulicy:) w gronie znajomych.

Pewnego dnia zaczęłam iść główną ulicą w dół. Ulica zmieniła nazwę a ja nagle znalazłam się w dystrykcie 5 – Chinatown. Sklepy m.in. pełne przypraw – wspaniałe zapachy, których za nic nie mogłam rozpoznać ze 100% pewnością.

Na ulicy można tez spotkać ludzi, którzy sprzedają żywe zwierzęta. Pięknie i ciekawie to wygląda na zdjęciu a w rzeczywistości ludzie stoją na słońcu osłonięci swoimi kapeluszami a zwierzęta ledwo żyją. Pierwszy raz widziałam żeby ptak tak szybko oddychał otwartym dziubkiem…

A tutaj zadbany pas zieleni przed galerią handlowa i rezydencjami. Prawda jest taka, że w HCMC niezwykle dbają o zieleń. CO wieczór można zobaczyć cysterny z wodą polewające równiusieńko przystrzyżone ronda i pasy zieleni oddzielające jezdnia na autostradzie.

A na koniec 1 z lekcji z moimi studentami. Odrobina medycyny. Każdy dostał kość i musieli na tablicy złożyć Jamesa :) W 12 osobowej grupie było 3 lekarzy. :)

6 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. 171cm - niby nic takiego a w Wietnamie wielkolud :P
      ze względu na to, że wszyscy są tutaj ode mnie niżsi (nawet większość mężczyzn)nie nosze obcasów - czasem mi tego brakuje...

      Usuń
  2. zjadłabym te lody jogurty czy shejki :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zmorka! Ja też bym sobie zjadła i jutro nawet się tam wybiorę z chłopakami. O! :)

      Usuń
  3. Biedne te zwierzaki. :( O ile chciałbym, aby Polsce była taka jak w Wietnamie wolność w zakresie np. sprzedaży jedzenia na ulicach, to wolności w zakresie handlu zwierzętami wolałbym do nas nie przeszczepiać.

    M.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, wszystko ma swoje dobre i złe strony. Generalnie tak zamknięte w klatce na słońcu zwierzęta spotkałam pierwszy raz - widuję ptaki zamknięte w klatkach w cieniu dachów lub po prostu w garażu - WM też mają ptaki na dachu, ale w zacienionym miejscu.

      Usuń