Dzisiaj zdjęcia. Raczej niepowiązane ze sobą.
Zaczynamy z panią od pikantnego papieru ryżowego. Angielskiego
nie zna ani troszkę, ale ponieważ ja znam już parę słów po wietnamsku a przede
wszystkim znam cyfry to powiedziała mi, że ma 32 lata, jej córka ma 13 lat
(wygląda na jakieś 16 – zupełnie bez makijażu) a syn 18. Po chwili
przyprowadziła też swoją siostrę, która ma 45 lat (nie wygląda; dałabym jej max
40 lat). Porównały też moją białą skórę ze skórą w/w siostry… Przegrałam! Ona
ma bielsze ręce. Nogi mamy takie same. Ja na ulicy kompletnie się nie zakrywam,
więc rzeczywiście ręce mi ciemnieją. Wietnamki chodzą tu całkowicie zasłonięte
w ciągu dnia (a przynajmniej do ok 16) – upał 37ºC a one w bluzach i kapturach
lub kapeluszach.
A to jest właśnie to, co u niej zawsze jemy.
Oraz czasem popijamy (kiedy nie ma 333 lub Sajgon).
To miejsce odkryłam nie dawno. Yougurt Space – 10 minut od mojego
domu (tutaj wszystko jest o 10 minut od mojego domu :P). Wg. Wietnamczyków są
to mrożone jogurty w rożnych smakach - wg.
mnie i Mateusza są to lody z automatu w różnych smakach. Bierze się kubeczek,
samemu wybiera i pobiera ile dusza zapragnie, posypuje, czym chce a potem
stawia na wagę i płaci 23.000vnd za 100g.
Kontynuując jedzeniowo. Oprócz pikanych przekąsek czy
mrożonych jogurtów można zjeść coś na ulicy:) w gronie znajomych.
Pewnego dnia zaczęłam iść główną ulicą w dół. Ulica zmieniła
nazwę a ja nagle znalazłam się w dystrykcie 5 – Chinatown. Sklepy m.in. pełne
przypraw – wspaniałe zapachy, których za nic nie mogłam rozpoznać ze 100% pewnością.
Na ulicy można tez spotkać ludzi, którzy sprzedają żywe
zwierzęta. Pięknie i ciekawie to wygląda na zdjęciu a w rzeczywistości ludzie
stoją na słońcu osłonięci swoimi kapeluszami a zwierzęta ledwo żyją. Pierwszy
raz widziałam żeby ptak tak szybko oddychał otwartym dziubkiem…
A tutaj zadbany pas zieleni przed galerią handlowa i
rezydencjami. Prawda jest taka, że w HCMC niezwykle dbają o zieleń. CO wieczór
można zobaczyć cysterny z wodą polewające równiusieńko przystrzyżone ronda i
pasy zieleni oddzielające jezdnia na autostradzie.
A na koniec 1 z lekcji z moimi studentami. Odrobina
medycyny. Każdy dostał kość i musieli na tablicy złożyć Jamesa :) W 12 osobowej
grupie było 3 lekarzy. :)










ales ty wysoka! heheheh ;)
OdpowiedzUsuń171cm - niby nic takiego a w Wietnamie wielkolud :P
Usuńze względu na to, że wszyscy są tutaj ode mnie niżsi (nawet większość mężczyzn)nie nosze obcasów - czasem mi tego brakuje...
zjadłabym te lody jogurty czy shejki :D
OdpowiedzUsuńZmorka! Ja też bym sobie zjadła i jutro nawet się tam wybiorę z chłopakami. O! :)
UsuńBiedne te zwierzaki. :( O ile chciałbym, aby Polsce była taka jak w Wietnamie wolność w zakresie np. sprzedaży jedzenia na ulicach, to wolności w zakresie handlu zwierzętami wolałbym do nas nie przeszczepiać.
OdpowiedzUsuńM.
Wiesz, wszystko ma swoje dobre i złe strony. Generalnie tak zamknięte w klatce na słońcu zwierzęta spotkałam pierwszy raz - widuję ptaki zamknięte w klatkach w cieniu dachów lub po prostu w garażu - WM też mają ptaki na dachu, ale w zacienionym miejscu.
Usuń