sobota, 7 kwietnia 2012

Thu Bay, 7 Thaunh Tu 2012


       Dziś będzie update jedzeniowy, bo dawno nie było :)
Niestety nie jest to wszystko, co jadłam/ jadam w Wietnamie, bo nie zawsze mam okazję zrobić zdjęcie. Jest to kilka ostatnich pozycji mojego menu.

1. Banh gio – zapakowane w liść bananowca (zdjęcie już rozcięte, bo Xuyen była szybsza niż ja mówiąca, że zrobię zdjęcie). Wewnątrz znajduje się mielona wieprzowina z grzybami oraz 1 lub 2 jajka (chyba) przepiórcze; zewnętrzna otoczka to masa przygotowana m.in. z mąki ryżowej. Ma to ciekawy smak, ale nie do opisania, sorry Winetu, jeśli ktoś nie próbował do tej pory mąki ryżowej to nie dam rady tego opisać. Oto jak się przygotowuje banh gio - Goi banh gio


2. Banh thieu z banh bo. Banh thieu to tak ich pączek. W smaku bardzo podobny do naszego ale bardziej napowietrzony niż nasz i pusty w środku. To tego dostaje się banh bo – ciasto z mąki ryżowej i mleka kokosowego. (Znalazłam na youtube, że po angielsku to jest krowie ciasto, bo w przekroju wygląda tak jak przekrojona wątroba wołowa – nie wiem, czy to prawda). Rozcina się banh thieu i wkłada do środka banh bo lub je oddzielnie – jak kto woli.

3. Kukurydza, którą dostałam od ŻWM – wygląda i smakuje inaczej niż ta którą jadamy w Polsce. Jest jaśniejsza i jakby bardziej ugotowana lub uparowana. Podana mi bez soli i masła – na ulicy sprzedają w takiej samej wersji więc to chyba standard.

4. Nie mam pojęcia, jak to się nazywa lub co to jest. Zewnętrzna warstwa to albo bardzo mocno ściśnięty i rozgotowany ryż albo ciasto na bazie mąki ryżowej, kolejna warstwa (ta w łososiowym kolorze) to rodzaj ziemniaka a biały środek to czysty tłuszcz… Dostałam to na lunch od ŻWM. Ostatnie kęsy nie chciały mi przejść przez gardło – było to dość mdłe.

5. To też dostałam od ŻWM. Galaretowaty deser zapakowany w liść bananowca. Ta fioletowa zewnętrzna część smakuje jak durian a wewnątrz są wiórki kokosowe (prawdziwe!). Nawet nie tak bardzo słodkie, więc dla mnie smaczne!

6. Kilka dni temu dostałam też coś takiego. Wg moich poszukiwań w Internecie może być to Che bap. Deser lub przekąska z mleka kokosowego oraz owsianki lub tapioki z kukurydzą, podawana na zimno lub ciepło. Mnie WM podał to na ciepło z dużą ilością cukru. Wg mnie było to przepalone, ale ogólnie ciekawy smak jako, że ja nie jadam kukurydzy jako czegoś słodkiego (tutaj dostałam kiedyś kukurydzę i fasolę z mlekiem kokosowym jako shake).

7. Na koniec coś, co my nazywamy sajgonkami chyba, aczkolwiek nie ma to zbyt wiele wspólnego z tym co jadłam w Polsce. Tutaj nazywa się to Cha gio i jest mielonym mięsem z grzybami zawiniętym w papier ryżowy. Usmażone na złoto, chrupiące – pyszne! W miejscu gdzie je kupuję dostaję szklankę zupy z kapusty i szczypiorku oraz dużo ryżu i sos rybny. Xuyen powiedziała, że bardzo często Cha gio je się z makaronem.


I to by było na tyle.

PS. W trakcie pisania tego postu – ŻWM przyniosła mi banh gio :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz