Dziś będzie update jedzeniowy, bo dawno nie było :)
Niestety nie jest to wszystko, co jadłam/ jadam w Wietnamie,
bo nie zawsze mam okazję zrobić zdjęcie. Jest to kilka ostatnich pozycji mojego
menu.
1. Banh gio – zapakowane w liść bananowca (zdjęcie już rozcięte,
bo Xuyen była szybsza niż ja mówiąca, że zrobię zdjęcie). Wewnątrz znajduje się
mielona wieprzowina z grzybami oraz 1 lub 2 jajka (chyba) przepiórcze;
zewnętrzna otoczka to masa przygotowana m.in. z mąki ryżowej. Ma to ciekawy smak,
ale nie do opisania, sorry Winetu, jeśli ktoś nie próbował do tej pory mąki
ryżowej to nie dam rady tego opisać. Oto jak się przygotowuje banh gio - Goi banh gio
2. Banh thieu z banh bo. Banh thieu to tak ich pączek. W
smaku bardzo podobny do naszego ale bardziej napowietrzony niż nasz i pusty w
środku. To tego dostaje się banh bo – ciasto z mąki ryżowej i mleka kokosowego.
(Znalazłam na youtube, że po angielsku to jest krowie ciasto, bo w przekroju
wygląda tak jak przekrojona wątroba wołowa – nie wiem, czy to prawda). Rozcina
się banh thieu i wkłada do środka banh bo lub je oddzielnie – jak kto woli.
3. Kukurydza, którą dostałam od ŻWM – wygląda i smakuje
inaczej niż ta którą jadamy w Polsce. Jest jaśniejsza i jakby bardziej
ugotowana lub uparowana. Podana mi bez soli i masła – na ulicy sprzedają w
takiej samej wersji więc to chyba standard.
4. Nie mam pojęcia, jak to się nazywa lub co to jest. Zewnętrzna
warstwa to albo bardzo mocno ściśnięty i rozgotowany ryż albo ciasto na bazie
mąki ryżowej, kolejna warstwa (ta w łososiowym kolorze) to rodzaj ziemniaka a
biały środek to czysty tłuszcz… Dostałam to na lunch od ŻWM. Ostatnie kęsy nie
chciały mi przejść przez gardło – było to dość mdłe.
5. To też dostałam od ŻWM. Galaretowaty deser zapakowany w
liść bananowca. Ta fioletowa zewnętrzna część smakuje jak durian a wewnątrz są
wiórki kokosowe (prawdziwe!). Nawet nie tak bardzo słodkie, więc dla mnie
smaczne!
6. Kilka dni temu dostałam też coś takiego. Wg moich
poszukiwań w Internecie może być to Che bap. Deser lub przekąska z mleka
kokosowego oraz owsianki lub tapioki z kukurydzą, podawana na zimno lub ciepło.
Mnie WM podał to na ciepło z dużą ilością cukru. Wg mnie było to przepalone,
ale ogólnie ciekawy smak jako, że ja nie jadam kukurydzy jako czegoś słodkiego
(tutaj dostałam kiedyś kukurydzę i fasolę z mlekiem kokosowym jako shake).
7. Na koniec coś, co my nazywamy sajgonkami chyba,
aczkolwiek nie ma to zbyt wiele wspólnego z tym co jadłam w Polsce. Tutaj
nazywa się to Cha gio i jest mielonym mięsem z grzybami zawiniętym w papier
ryżowy. Usmażone na złoto, chrupiące – pyszne! W miejscu gdzie je kupuję
dostaję szklankę zupy z kapusty i szczypiorku oraz dużo ryżu i sos rybny. Xuyen
powiedziała, że bardzo często Cha gio je się z makaronem.
I to by było na tyle.
PS. W trakcie pisania tego postu – ŻWM przyniosła mi banh
gio :)








Brak komentarzy:
Prześlij komentarz