poniedziałek, 4 czerwca 2012

Thu Bay, 4 Thang Sau 2012


       We wtorek kończy się moja wietnamska przygoda. Zostałam zwolniona. Najpierw podano absurdalny powód, że studenci mnie nie rozumieją (nie jest to prawdą. Ponad 80 osób z 96 mnie rozumie - sami mówili, że rozumieją, bo specjalnie mówię do nich bardzo powoli). Po tym jak się nie zgodziłam z tą opinią powiedziano mi, że projekt jest sponsorowany i zarządzany przez rząd Wietnamu. Firma, która mnie zatrudnia jest tylko podwykonawcą a rząd powiedział, że chcą tylko native speakerów i nie liczy się to, że mam magistra (świetnie, nieprawdaż?). Moi studenci jak tylko się dowiedzieli to szeptem do ucha powiedzieli mi, że to pewnie też nie jest do końca prawda, i że prawdopodobnie chodzi o pieniądze (jak w przypadku poprzedniej nauczycielki). Prawdziwego powodu nie poznam nigdy.
Szef za to zgodził się dołożyć się do biletu ( ok. 1/3). Dobre i to.
O  18.40 ląduję w Warszawie! :D

10 komentarzy:

  1. szkoda kurde szkoda !
    dziwne dośc zachowanie wszak następnemu nauczycielowi też będą musieli zapłacić !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 2 dni przed wyjazdem wietnamski nauczyciel powiedział mi, że wreszcie dostał wypłatę (od marca pracował a dopiero pod koniec maja dostał wypłatę...), dobrze, że mieszkanie mieliśmy za darmo.

      Usuń
  2. buu, co za padalce! to teraz szukaj czegos w USA, ok? :*

    OdpowiedzUsuń
  3. z native speakerem to moze byc i prawda, bo to coraz bardzej popularny trend w calej Azji. Tyle, ze tu nie chodzi o native speakerstwo, ale o posiadanie paszportu z kraju gdzie jezykiem urzedowym jest angielski. Prestiz zatrudnienia Amerykanina, czy Kanadyjczyka, czy Anglika. Mozesz byc naturalizowanym obywatelem rodem z Burkina Faso, ktory ledwo co duka po angielsku, ale w oczach biurokrakcji azjatyckiej jestes "native speaker", bo masz paszport w USA czy Kanady, czy innej Australii.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To teraz moim priorytetem powinno być zdobycie takowe paszportu. Chociaż z tego co wiem w Wietnamie można kupić wszystko, więc może nie muszę daleko szukać?
      Co najlepsze, przede mną był jeden Amerykanin... dosłownie tylko 3 dni, bo kompletnie nie rozumieli go studenci plus nie miał wcale ochoty się dostosować.

      Usuń
  4. A ja moze zbiore sie w koncu do Lublina:) //QQ

    OdpowiedzUsuń