Nie chciałabym od razu skreślać tego miejsca lub
czegokolwiek przesądzać, ale już pierwsze wrażenie było złe… Niby na mnie
czekali, ale jak przyszło, co, do czego to czekałam pod bramą 15 minut, pokój,
który dla mnie „przygotowano” był brudny a jakiś mały Wietnamczyk próbował mi wmówić,
że pokój został gruntownie sprzątnięty – bzdura! Pościel niezmieniona, podłoga
nawet niezamieciona (nawet nie próbuję myśleć, kiedy była zmywana na mokro),
lodówka brudna, łazienka koszmar a najlepszy z tego wszystkiego był brak wody. Telefon
do człowieka, z którym podpisałam kontrakt – noc w hotelu. To nie jest miejsce,
które wybrałabym gdybym wiedziała jak to naprawdę wygląda.
Klasy niby z klimatyzacją i komputerami, ale ogólnie wygląda
to na dużą prowizorkę.
Spotkałam też kierowniczkę kursu… Wymsknęło jej się, że po
Jennifer (nauczycielce, która musiała awaryjnie wyjechać) był jeszcze jakiś
Peter, który nie wytrzymał tygodnia. Zobaczymy, w co się wpakowałam…
Piękne urodziny sobie zgotowałam. :/
aaahhhh... tak typowo poludniowo-wschodnio azjatycko. Az mnie tesknota zzera. :-)
OdpowiedzUsuńtęsknisz za dziwnymi rzeczami ;) hahaha
OdpowiedzUsuńo to hujnia z grzybnią !
OdpowiedzUsuńmam nadzieję że wyegzekwujesz swoje i nie będziesz musiała rezygnować z kontraktu
Nie wiem czy się uda. Facet który mnie zatrudnił na razie jest w Ho Chi Minh. A ludzie tutaj mówią: "przepraszamy, ale jest susza" "długo potrwa?" "dopiero się zaczęła..."
Usuń