czwartek, 17 maja 2012

Thu Tu, 17 Thang Nam 2012


       Nie chciałabym od razu skreślać tego miejsca lub czegokolwiek przesądzać, ale już pierwsze wrażenie było złe… Niby na mnie czekali, ale jak przyszło, co, do czego to czekałam pod bramą 15 minut, pokój, który dla mnie „przygotowano” był brudny a jakiś mały Wietnamczyk próbował mi wmówić, że pokój został gruntownie sprzątnięty – bzdura! Pościel niezmieniona, podłoga nawet niezamieciona (nawet nie próbuję myśleć, kiedy była zmywana na mokro), lodówka brudna, łazienka koszmar a najlepszy z tego wszystkiego był brak wody. Telefon do człowieka, z którym podpisałam kontrakt – noc w hotelu. To nie jest miejsce, które wybrałabym gdybym wiedziała jak to naprawdę wygląda.
   Klasy niby z klimatyzacją i komputerami, ale ogólnie wygląda to na dużą prowizorkę.
Spotkałam też kierowniczkę kursu… Wymsknęło jej się, że po Jennifer (nauczycielce, która musiała awaryjnie wyjechać) był jeszcze jakiś Peter, który nie wytrzymał tygodnia. Zobaczymy, w co się wpakowałam…
Piękne urodziny sobie zgotowałam. :/

4 komentarze:

  1. aaahhhh... tak typowo poludniowo-wschodnio azjatycko. Az mnie tesknota zzera. :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. tęsknisz za dziwnymi rzeczami ;) hahaha

    OdpowiedzUsuń
  3. o to hujnia z grzybnią !
    mam nadzieję że wyegzekwujesz swoje i nie będziesz musiała rezygnować z kontraktu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem czy się uda. Facet który mnie zatrudnił na razie jest w Ho Chi Minh. A ludzie tutaj mówią: "przepraszamy, ale jest susza" "długo potrwa?" "dopiero się zaczęła..."

      Usuń